Choć ledwie dryfuję przez Morze Inkaustu,
jest tak jakbym spadał bez słów i spadochronu
w ten jasny punkt, który się świeci na mapie wody.
Och, chyba się uda nie chybić celu, mimo że nie
tak to widziałem. Do starych blizn dodam jedynie
niegroźne ranki i zadrapania, potem wszystko zacznę
od nowa. Stare wiersze oddam do kapitalnego remontu:
przydam połysku wyblakłym tytułom i przytnę ośki
przydługich wersów. Puenty wymienię jak płyny.
Cofnę liczniki dat i sprzedam jak nowe. Albo
przebiorę jak lalki, nazwę je: Ken albo Barbie.
Gdy się odbiję od dna, z dala od morza zbuduję schron.
Życie dało nam w kość, a kości zostały
złamane. Albo rzucone w piach, więc
brodzę po plaży i bredzę, co mi słony wiatr
w usta nawieje. Zbieram muszle i nasłuchuję,
czy aby się mnie nie woła. Nie stąd, to może
zza morza, z odległych i zaskakująco nieznanych
nikomu wysp, których próżno by szukać
w rozstrojonych rejestrach pamięci. Ech, no i
znów jestem cięższy, jak gdybym miast serca
targał ze sobą balast zimnego, obłego kamienia,
jaki ktoś niegdyś uwiązał sobie u szyi.
Albo czuję się jak papierowy stateczek,
któremu przed chwilą spuszczono prysznic
i właśnie sonduje dziobem sterylnie czyste dno
wanny. Kiedy mnie zapytają o morza, z pamięci
wymienię dwa: Czarne i Martwe.
I oto są, znajduję je: stare wiersze, listy,
pocztówki i kwity złożone w zeszytach
i książkach jak wieńce, echa prób załatania
dna łodzi, która, nim czas ją pochłonął,
choć bez nas, zostawiła mi w spadku
te sympatyczne niczym atrament
runy blizn oraz ranek, przez które właśnie
uchodzi ze mnie powietrze. Więc jeśli
mam już tylko wytracać tę parę, żeby któregoś
dnia znaleźć się niepotrzebnym jak czajnik
bez gwizdka, to wolę myśleć, że nigdy
cię nie poznałem i niczemu nie służą
gorzkie inwentaryzacje zdjęć w omszałym
jak kamień albumie. Dlatego składam
nowe zaklęcie, którym rzucam o wiatr.
A wiatr nic sobie z niego nie robi.
5 grudnia w katowickim Rondzie Sztuki odbyło się spotkanie autorskie z Marcinem Świetlickim. "Niskie pobudki" od autora otrzymała pani, która zadała pytanie o to, czy Marcin lubi Katowice i jak czuje się w tym mieście. Świetlik przyznał, że lubi ludzi z poczuciem humoru i że nie mógłby się pocałować z dziewczyną piękną ale bez poczucia humoru, za to mógłby z brzydką, jeśli tylko takowe posiada. Miałem, wraz z Wojtkiem Brzoską, przyjemność prowadzenia tego spotkania. Była to przyjemność z rzędu tych, które przypominają jazdę autobusem pełnym ludzi, jazdę w Alpach, ale za to bez hamulców.

Serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie z Grzegorzem Olszańskim, które odbędzie się 30 października bieżącego roku o godz. 17.00 w Młodzieżowym Ośrodku Pracy Twórczej w Dąbrowie Górniczej (ul. 3-go Maja 30). Po prezentacji wierszy autor "Wolnego wyboru" będzie jurorował w Turnieju Jednego Wiersza, który także odbędzie się w MOPT. Polecam.
Gdybyś chociaż wiedziała, kim był Norwid,
byłabyś moją prywatną Marią Kalergis.
Niechby przynajmniej twój ojciec
był szefem dzielnicowego komisariatu!
Wybaczyłbym ci tę ignorancję,
a do tatusia zwracałbym się per generale
Nesselrode, proszę wybaczyć,
kocham pańską córkę i basta!
To z jej powodu celnie strzelałem
wieczorową porą z procy w pańskie okna.
Czy nie ma dla ciebie znaczenia,
że dedykuję ci swoje wiersze
i u starego Francuza
biorę dodatkowe lekcje języka Miłości?
Twoim zdaniem operuję
nazbyt nieostrym kodem
i jestem zboczony,
z czego zgadza się jedno:
nie jestem wybitnym chirurgiem.
Nie odmienię ci serca.
W najnowszym numerze "artPapieru" polecam wywiadzik, który Wojtek Brzoska i ja przeprowadziliśmy z Marcinem Świetlickim.
[...]
Jaką przyszłość zaplanowałbyś swojemu synowi? Pytam jak ojciec ojca, bo rozmawiamy o życiu (śmiech).
Nie jestem w stanie mu zaplanować już nic. Widzę, że to jest dobry kabareciarz, gdyż ma talent do tego, podobno gra na gitarze basowej od kilku lat, ale nie słyszałem, opowiada jakieś mity o tym, że gra. W zespole Jądra Szatana nawet grał. Widzę po nim, że jest humanistą i to wcale nie jest tak, że go do tego przymuszałem. Jest humanistą, ale co do planowania jego przyszłości, to jestem kompletnie bezradny. Moi rodzice planowali mi przyszłość, a skończyło się to tak, że ja sobie ją sam zaplanowałem. Myślę, że młodzież teraz jest, ale to zawsze tak było, gorsza niż kiedyś, ale myślę, że jemu w tej sytuacji społeczno-politycznej będzie dużo trudniej niż mnie. Ja już mając lat 15 byłem samodzielnym bytem i musiałem sobie radzić, bo tak wybrałem. A oczywiście mam znajomych rówieśników, którzy nadal są na garnuszku rodziców i państwa i walczą o jakieś zasiłki czy stypendia. Wierzę w to, że jak dziecko odchodzi daleko od rodziców, to coś z niego jest, a jak dziecko jest blisko nich, to może być ich żałosnym odbiciem tylko. Mój syn się nie buntuje, nie buntuje sie pewnie dlatego, że podświadomie czuje, że każdy bunt skończyłby się jego przegraną. Mimo że jestem synem nauczycieli i pedagogów, to ja się jakoś odwinąłem i żadnych umiejętności pedagogicznych ani wychowawczych nie posiadam niestety.
[...]
Są takie chwile, że człowiek przestaje mieć jakiekolwiek wątpliwości względem tego, czy warto było się angażować w tłumaczenie, rzekomo uodpornionej na literaturę wszelaką, a zwłaszcza piękną, młodzieży poezji Miłosza, Mickiewicza albo Siwczyka. Albo prozy Witkowskiego i Witkacego. W minionym tygodniu dostałem wieści od Piotra Mareckiego, że moje, przypuszczam, że byłe, uczennice uczestniczyły w spotkaniu autorskim drogiego Michaśka i popisały się rozległą znajomością literatury współczesnej.
A dzisiaj dostałem TO:

Niech będzie, że jestem nieżyciowy, ale wart jest ów certyfikat więcej niż wszystkie prowizoryczne podwyżki pensji, którymi wycierają sobie gęby politycy.
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 43916
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
belferskie komentarze do wydarzeń kulturalnych oraz książek poetyckich autorów młodych i najmłodszych a także zdystansowane wobec autora noty o ich autorze.

Paweł Lekszycki, ur. 1976. Poeta, krytyk literacki, belfer. Redaktor serii poetyckiej "Kontrapunkty" ukazującej się w Młodzieżowym Ośrodku Pracy Twórczej w Dąbrowie Górniczej. Publikował w "Arkadii", "Frazie", "Kwartalniku Artystycznym", "Kartkach", "Pro Arte", "Studium", "Kresach", "Akcencie", "HA!arcie", "Nowym wieku", "Toposie" i "Nowej Polszy". Autor książek poetyckich: "Ten i Tamten" (wraz z Pawłem Sarną, Bydgoszcz 2000), "wiersze przygodowe i dokumentalne" (Białystok 2001) i"pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" (Kraków 2005). Tłumaczony na języki: czeski, słowacki, słoweński, rosyjski, niemiecki i angielski.