W najnowszym numerze "artPapieru" polecam wywiadzik, który Wojtek Brzoska i ja przeprowadziliśmy z Marcinem Świetlickim.
[...]
Jaką przyszłość zaplanowałbyś swojemu synowi? Pytam jak ojciec ojca, bo rozmawiamy o życiu (śmiech).
Nie jestem w stanie mu zaplanować już nic. Widzę, że to jest dobry kabareciarz, gdyż ma talent do tego, podobno gra na gitarze basowej od kilku lat, ale nie słyszałem, opowiada jakieś mity o tym, że gra. W zespole Jądra Szatana nawet grał. Widzę po nim, że jest humanistą i to wcale nie jest tak, że go do tego przymuszałem. Jest humanistą, ale co do planowania jego przyszłości, to jestem kompletnie bezradny. Moi rodzice planowali mi przyszłość, a skończyło się to tak, że ja sobie ją sam zaplanowałem. Myślę, że młodzież teraz jest, ale to zawsze tak było, gorsza niż kiedyś, ale myślę, że jemu w tej sytuacji społeczno-politycznej będzie dużo trudniej niż mnie. Ja już mając lat 15 byłem samodzielnym bytem i musiałem sobie radzić, bo tak wybrałem. A oczywiście mam znajomych rówieśników, którzy nadal są na garnuszku rodziców i państwa i walczą o jakieś zasiłki czy stypendia. Wierzę w to, że jak dziecko odchodzi daleko od rodziców, to coś z niego jest, a jak dziecko jest blisko nich, to może być ich żałosnym odbiciem tylko. Mój syn się nie buntuje, nie buntuje sie pewnie dlatego, że podświadomie czuje, że każdy bunt skończyłby się jego przegraną. Mimo że jestem synem nauczycieli i pedagogów, to ja się jakoś odwinąłem i żadnych umiejętności pedagogicznych ani wychowawczych nie posiadam niestety.
[...]
Są takie chwile, że człowiek przestaje mieć jakiekolwiek wątpliwości względem tego, czy warto było się angażować w tłumaczenie, rzekomo uodpornionej na literaturę wszelaką, a zwłaszcza piękną, młodzieży poezji Miłosza, Mickiewicza albo Siwczyka. Albo prozy Witkowskiego i Witkacego. W minionym tygodniu dostałem wieści od Piotra Mareckiego, że moje, przypuszczam, że byłe, uczennice uczestniczyły w spotkaniu autorskim drogiego Michaśka i popisały się rozległą znajomością literatury współczesnej.
A dzisiaj dostałem TO:

Niech będzie, że jestem nieżyciowy, ale wart jest ów certyfikat więcej niż wszystkie prowizoryczne podwyżki pensji, którymi wycierają sobie gęby politycy.
Jeżeli będziesz skakać, to tak, jakbyś wyzywał Los na pojedynek.
I wreszcie Los podejmie wyzwanie, uprze się, żeby wygrać i,
kto wie - Los ma wielu przyjaciół: krawężniki, kratki ściekowe,
a nawet remonty w domu - być może wygra, a ty złamiesz nogę.
Jeżeli przestaniesz i okażesz skruchę, to może On ci wybaczy.
Jeżeli zaś nie, poruszy niebo i ziemię, wszystkie rzeczy żywe
i martwe obrócą się przeciwko tobie i z jakiegoś powodu
druga noga pęknie ci w kostce. Jeśli i to nie przemówi do ciebie,
strzeż się i licz z utratą najbliższych, ponieważ Los
złamie ci rękę, a jeśli będzie wkurwiony, nawet lewą i prawą.
Wtedy nie będziesz się mógł z nikim przywitać i wszyscy
pomyślą, że obraziłeś się na nich i sami się obrażą na ciebie.
Jeżeli będziesz w Paryżu, jeden taki, rodak albo znajomy,
zaprosi cię do baru. On zamówi kawę, ty poprosisz o mleko,
ale nie będzie. Będziecie więc siedzieć: on przy kawie,
a ty bez mleka. Rozmowa będzie się kleić jak guma
do tynku. Powie, że w jego życiu brakuje przeciągu
pomiędzy drzwiami, którymi wchodzi jedna kobieta,
a oknem, przez które ucieka poprzednia. Kątem oka dostrzeżesz:
piękna blond cizia z przeciwległego stolika uśmiechnie się
do ciebie znacząco. Odniesiesz wrażenie, że kiedyś gdzieś znowu
będziecie musieli się spotkać i gdzieś kiedyś wcześniej
spotkać musieliście się na pewno. Wenus z Milo. Będzie
boleć ją głowa, więc z nic z tego nie będzie. Znajomy rodak powie:
Nie przejmuj się. Jest dla ciebie za stara i kosztuje fortunę.
Kilka lat temu jeżdziłem do Krakowa, żeby:
a) zobaczyć się ze swoją dziewczyną, która mieszkała na Nowej Hucie;
b) zobaczyć się z inną swoją dziewczyną, która studiowała na jednej z krakowskich uczelni;
c) zobaczyć się z inną jeszcze dziewczyną, o której myślałem, że kiedyś zechce być moją żoną.
Dla każdej napisałem po kilka tysięcy wierszy, ale spośród nich wszystkich zostały tylko te, które adresowałem do drugiej i trzeciej, choć bardzo niewiele. Chciałem wtedy pisać jak Świetlicki, bo - myślałem - mógłbym mieć jeszcze więcej powodów, żeby jeździć do Krakowa. Spotkać wtedy na mieście Marcina było jak otrzeć się o legendę, choćby tę o smoku. Albo jak spotkać się ze smokiem. Smok był mityczny i groźny, zazwyczaj nieprzysiadalny, ale za to śpiewał Olifanta, którego powtarzałem za nim każdej dziewczynie, zwłaszcza trzeciej. Ostatecznie nie została moją żoną, bo fałszowałem, a smok Świetlicki ział ogniem i znikał.
Po latach przyjechałem do Krakowa (z dziewczynami, dla których nie umiem napisać wiersza, bo żaden nie wydaje się być wystarczająco dobry), żeby się spotkać ze Smokiem w jego mieszkaniu i wespół z Wojtkiem Brzoską dla "artPapieru" przeprowadzić wywiad z autorem "Niskich pobudek". Tatiana polubiła "wujka" Świetlickiego, nie zapominając o należytym wobec Mistrza szacunku. Wywiad powinien ukazać się w "aP" 15 października.

W Krakowie południe. Plaster słońca na wieży świątyni
skwierczy niczym przypiekane prosię. Złote pręgierze
gorącego powietrza impregnują wczorajsze kałuże
w tłuste plamy na ulicach miasta.
Jest parno. Resztki kebaba z chili rozłażą się
w palcach. Zatapiam się w chłód portali
Bazyliki św. Trójcy. Po stronie zachodniej
ciekawa polichromia Jezusa ukrzyżowanego.
Usta mam spieczone. W kącikach warg
pikantne ślady po chili. Chór rozbrzmiewa
psalmem. Zanurzam język we wklęsłość kropielnicy.
Woda święcona ma smak sprite'a z pobliskiej kawiarni.
Po pierwszej wizycie w katowickim Areszcie Śledczym, która miała miejsce przy okazji rozstrzygnięcia I Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. J. Geneta, druga nie mogła być już tak straszna;-), zwłaszcza, że spotkanie ze mną zasugerował swojemu wychowawcy, Wojciechowi B., zespół radiowęzła katowickiego zakładu. Słuchaczami były tym razem jednak kobiety, których reakcje pozwalały wnioskować, że zdołałem przekrzyczeć szum wściekle wyjącego za oknem agregatora prądowego. Zdaje się, że bez względu na treść wiersza, największym aplauzem cieszył się tytuł "HWDP", którego rozwinięcie nie dla wszystkich brzmiało tak, jak zamierzałem, żeby brzmiało. Moja wersja, której autorem jest w zasadzie Paweł Sarna, brzmi: "Handel W Dobie Popkultury". Wersji słuchaczek można się domyślić.
Konkurs Poezji Więziennej im. Jeana Geneta ogłosił Wojciech Brzoska, poeta i zarazem wychowawca kulturalno-oświatowy katowickiego aresztu śledczego. To nie pierwsza akcja literacka zorganizowana przez Wojtka. Z osadzonymi spotykali się już pisarze, wśród nich Maciej Malicki i Adam Wiedemann, grały dla nich także zespoły muzyczne, m.in. Świetliki.W pierwszej edycji konkursu wzięło udział 150 osadzonych z około 80 aresztów. Nadesłane wiersze oceniło jury, w skład którego weszli: Wojciech Brzoska, Maciej Melecki, Paweł Sarna i ja. Spośród nadesłanych zestawów najbardziej przypadł mi do gustu nieco leśmianowski liryk Dariusza K.
Rozstrzygnięcie turnieju miało miejsce 15 maja w areszcie śledczym w Katowicach.
Myśli cukrują nazbyt rzeczy one,
Które i mienić, i muszą się pasować.
Mikołaj Sęp Szarzyński
I. W blasku i błysku
Błyszczące kreacje wciąż modne,
lecz, proszę pani, rządzą się teraz
innymi prawami. Połyskujące materiały
muszą być monochromatyczne.
Tu nie ma miejsca, ma miła,
na barwnego pawia!
Nowością jest „gnieciony",
metaliczny kolor.
II. Na wysokości
Z przodu masywnie, z tyłu
strzeliście! Sam szyk. Pan jest
taki kolorowy, jarmarczny i jeszcze
to pana połączenie ze skarpetką!
O, udziwniony do granic możliwości!
O, na niebotycznie wysokim,
bogato zdobionym obcasie!
Bucie!
Bucu!
III. Torba gadżet
To już nie przepastny worek.
Ani klasyczna kopertówka. Co to,
to nie! To cudne (z imitacji
wężowej skóry, a już na pewno
w neonowym kolorze) maleństwo.
Ach, Pani, mieścisz się w dłoni! Brak paska
nadrabiasz oryginalnym kształtem:
pudełeczka? mydelniczki?
Kto kocha torebki w rozmiarze XL,
niech także je nosi
w dłoni.
IV. Maksi biżuteria
O, duże! O, wielkie! Ogromne!
Hej, Naszyjniki, Bransoletki, Kolczyki!
Odkąd do łask powróciła Skóra,
odkąd powrócili i Metal, i Plastik,
wyróżniacie się już nie tylko kolorystyką.
Ech, Wasze ekstrawaganckie,
a nawet kiczowate połączenia
to jest to, o co chodzi
w bieżącym sezonie!
Biżuteria musi krzyczeć.
Biżuteria musi krzyczeć!
Z literackiej wyprawy do Rzeszowa przywiozłem przedwczoraj, między innymi, dowody na to, że w lipcu minionego roku byłem w Warszawce na koncercie Maidenów. Oto dwa spośród nich:
poniedziałek, 22 marca 2010
Licznik odwiedzin: 45751
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
belferskie komentarze do wydarzeń kulturalnych oraz książek poetyckich autorów młodych i najmłodszych a także zdystansowane wobec autora noty o ich autorze.

Paweł Lekszycki, ur. 1976. Poeta, krytyk literacki, belfer. Redaktor serii poetyckiej "Kontrapunkty" ukazującej się w Młodzieżowym Ośrodku Pracy Twórczej w Dąbrowie Górniczej. Publikował w "Arkadii", "Frazie", "Kwartalniku Artystycznym", "Kartkach", "Pro Arte", "Studium", "Kresach", "Akcencie", "HA!arcie", "Nowym wieku", "Toposie" i "Nowej Polszy". Autor książek poetyckich: "Ten i Tamten" (wraz z Pawłem Sarną, Bydgoszcz 2000), "wiersze przygodowe i dokumentalne" (Białystok 2001) i"pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" (Kraków 2005). Tłumaczony na języki: czeski, słowacki, słoweński, rosyjski, niemiecki i angielski.